FAIL (the browser should render some flash content, not this).



Nazywam się Bartłomiej Rozmysłowski, jestem magistrem filologii angielskiej. Tytuł obroniłem w 2010 roku. Równolegle ze studiami i nieco wcześniej też, zacząłem zajmować się tłumaczeniami. Naturalnie, najpierw dla potrzeb własnych, np. próbując dociec znaczenia pojedynczych słów zasłyszanych w anglojęzycznych piosenkach. Początkowo w kolejności: słowo-znaczenie, jednak szybko przekonałem się że to nie wystarczy żeby rozumieć; i wkrótce potem brałem na warsztat już całe frazy vel zwrotki tekstu. Tak oto, w telegraficznym skrócie, metodą prób i błędów zaczynała się moja wielka językowa przygoda z tłumaczeniami.
W miarę jak przybywało pewności siebie w obcojęzycznej komunikacji, rozrastał się także obszar zainteresowań innymi rodzajami tekstów pisanych, oraz tymi przemawiającymi z małego i dużego ekranu też. „Edukacja” tutaj nie musiała trwać zbyt długo i nie minęło wiele czasu, gdy poczyniłem pierwsze „większe” zawodowe kroki w kierunku profesjonalnych tłumaczeń. Jednak odmienność tematyczna tekstów, jakie miałem przetłumaczyć od tych którymi się wówczas zajmowałem, „trochę” mnie zaskoczyła. Za zadanie dostałem przetłumaczenie dokumentacji technicznej szafek, drzwi przesuwnych i oświetlenia. Jak to ugryźć, tak żeby sobie zębów nie połamać przy pierwszym słowie, no i żeby jeszcze ktoś mógł to potem jakoś przełknąć? – pomyślałem (bo w końcu drewno, metal, szkło). Twardo i długo nad tym siedziałem, ale kiedy zobaczyłem rozwój i przede wszystkim efekt swojego tekstu byłem dumny. Co więcej, do dziś uważam ten „drobny” epizod za bardzo cenne doświadczenie w pracy nad swoją, nomen omen, techniką przekładu.


Na pewno jednak, nie mógłbym o doświadczeniu mówić w pełni, gdybym nie wspomniał o przygodzie z reklamą. Zdarzyła się mniej więcej w pół drogi, na studiach wyższych. Przygotowując pracę dyplomową nt. tego zagadnienia, miałem okazję naocznie przekonać się, jak ważną cechą dobrego tłumaczenia jest niedosłowność, przenośnia i nawet nie tyle odbieganie od, co wybieganie poza oryginał. Niby to samo, a jednak nigdy to samo. Tłumaczenie „tekstowego” marketingu to była całkowita alchemia tłumaczenia, której zakosztowałem broniąc swojej magisterskiej tezy o tym, że w reklamach tekst ma na drugie obraz. Tak jak u konkretnej osoby: mamy imię i twarz, które są nierozdzielne. Przez to z tłumaczeniem jest jak z człowiekiem spotkanym na ulicy pośród morza twarzy – o tym czy kogoś znamy czy nie w dużej mierze decyduje to, czy znamy jego imię. Każdy z nas ma ich wiele, a zadaniem tłumacza jest wybrać to, którym my się do tej osoby zwracamy. To wymaga obycia i kultury osobistej, bo każdy jest indywidualnością i należy mu się uwaga i indywidualne podejście. Śmiem twierdzić, że mam jedno i drugie, a przy tym potrafię słuchać. Dlatego powierz swoje tłumaczenie właśnie mnie, a na pewno, kiedy je otrzymasz gotowe będziesz mógł powiedzieć: „Ja cię znam!” Bo tłumaczenie to różnorodność, niepowtarzalny charakter. To zawsze dopasowanie z kulturą odbiorcy, decyduje o jego powodzeniu.

Dziękuję za uwagę i zapraszam do współpracy

Bartłomiej Rozmysłowski



HomeCennikO MnieKontakt

Copyright © 2011, Best Translations - Bartłomiej Rozmysłowski